środa, 15 lutego 2017

Haft koralikowy - początki

To już trzeci rodzaj haftu, jakiego postanowiłam spróbować, i bardziej mi się podoba niż wstążeczkowy, mimo że jest bardzo, bardzo, bardzo trudny.

Niestety nie jest to haft stworzony dla osób niepełnosprawnych. Wymaga praktycznie wszystkich umiejętności, których osoba z EDS6a nie ma.

1. Akomodacja oka. Przy tym hafcie można mieć wadę wzorku, nawet dużą, bo można do niego z powodzeniem używać lupy nagłownej, jaką pokazywałam we wcześniejszych postach. Osobom niedowidzącym lupa pomaga widzieć, co haftują, i to wystarcza. Niestety w 6a największym problemem ocznym jest nie wada wzorku (choć te mogą być naprawdę duże), a deficyt akomodacji. Po kilku minutach, nawet mimo lupy i okularów, już się po prostu nie widzi ani nitki, ani igły, ani - co najgorsze - symboli na atłasie (tu haftuje się nie na kanwie, a na atłasie właśnie). Nie jest się w stanie tej cieniuteńkiej igły nawlec - nie widzi się uszka ani końcówki nitki, która mimo że jest cieniutka, rozdwaja i roztraja się.



2. Wiotkość palców, ręki. To duży problem. Atłasu nie można nałożyć a tamborek, bo się pognie, a ja nie mogę używać żelazka (tak, to też cecha 6a, a dokładniej ZA). Igła jest wyjątkowo cieniutka, bo musi się dać na nią nawlekać malutkie koraliki, więc bardzo trudno ją utrzymać w palcach. Palce się z niej ześlizgują. Można się nią pokaleczyć - i to nie tą ostrą stroną, tylko stroną z uszkiem. Kiedy się wyślizguje z palców, często trafia pod paznokieć, a to boli. Kaleczy się opuszki, wciskają igłę, naciskając na tę tępą część, żeby weszła w atłas (ten sam problem co przy innych haftach).

Tu mam wskazówkę. Polecam długie igły. Są znacznie wygodniejsze od krótkich. Większa długość wystaje z atłasu, więc łatwiej ją złapać w palce i pociągnąć. Z krótką igłą miałam duży problem z tym. BTW, igły do koralików bardzo łatwo się wyginają. To normalne, nie należy się tym przejmować, dopóki da się haftować. Te igły także dość często się łamią. Są naprawdę cienkie.



3. Propriocepcja. To największy problem i praktycznie nie do przeskoczenia. Atłas jest nieprzejrzysty, od spodu w ogóle nie widać igły. Nie da się wyczuć, gdzie ma być wbita. Nie da się też podejrzeć, bo od spodu z kolei nie widać nadruku. Z początku jedno wkłucie zajmowało mi ponad minutę, bo próbowałam po kilkadziesiąt razy wkłuć się konkretnie w tę kropkę, w którą powinnam. To nie miało sensu. Nie polecam tej metody, jeśli nie macie propriocepcji. Na jednym z filmików na yt podejrzałam, jak dziewczyna nie przewleka igły pod spód w ogóle. Wbija jedynie sam czubeczek, dosłownie na 2-3 mm, i od razu - bez przeciągania igły i nitki na drugą stronę - wbija ten czubeczek w drugą kropkę od spodu - tam, gdzie igła ma wyjść. 2-3 mm można odmierzyć na oko od wierzchu, bo to niewielka odległość, a poza tym za każdym razem jest taka sama, więc działa wprawa. ;)

Drugą ręką trzeba przytrzymywać nitkę podczas przeciągania, bo plącze się jak mulina.

A jak w ogóle zacząć?

W Internecie można zamówić gotowe zestawy do haftu koralikowego. Ja taki właśnie mam. W jego skład wchodzi atłas z nadrukowanym obrazkiem, nitka, igła i posortowane koraliki. Minusem jest to, że takich zestawów nie ma dużo, wybór jest naprawdę mizerny. Po pierwsze, jest masa wzorów kościelnych, po drugie, to są same duże wzory, nie ma nic, czego można by użyć do kartek. Ten ptaszek nie zmieści się nawet do smasha. Kupiłam też zestaw 4 ptaszków, nieco mniejszych, które po wycięciu może uda się wstawić na kartki, ale to był jedyny tak mały wzór. Żadnych wzorów nie znalazłam też na ali. Moim zdaniem, minusem jest też to, że większość to nie full drill. Haftuje się tylko część wzoru, a reszta jest nadrukowana. To niestety wygląda tandetnie i kiczowato, ja takiego stylu nie lubię. Chociaż muszę przyznać, że prace dziewczyn z grupy robią ogromne wrażenie i mam nadzieję, że kiedyś też będę tak dobra. Ale jeśli ktoś zna jakieś źródło bogate w ciekawe wzory/zestawy haftu koralikowego, to bardzo proszę o cynk.

Koraliki dostałam w woreczkach strunowych, więc od razu je przesypałam do pudełeczka z ali.


Polecam właśnie te podłużne, nie te okrągłe, niebieskie. Okrągłe są głębokie i bardzo niewygodnie z nich wyjmować koraliki, natomiast te podłużne są idealne (ale traci się przy nich paznokcie niestety). Przydaje się też długa igła, którą się wygodniej nabiera koraliki niż tą krótką. Warto mieć kilka pudełek, ten malutki obrazek to aż 25 kolorów koralików!

Zdjęcie nie jest do góry nogami. Ja właśnie tak trzymam atłas, kiedy haftuję. Haftuję od prawej do lewej (inaczej niż krzyżykami), a że zaczęłam od czubka głowy, to tak wyszło.

Zaczynamy w ten sposób, że robimy supełek na końcu nitki. Niektórzy na tym poprzestają, ale ja tak się boję, że mi się spruje, że stosuję dwie metody jednocześnie. Poza supełkiem przeszywam jeszcze nitkę kilka razy, to i tak zakryją potem koraliki. Zakańczam tak samo, przeszywam nitkę kilka razy.

Ponieważ nie jestem w stanie haftować w przeciwnym kierunku, po dojściu do końca rzędu znowu przeszywam nitkę, chowając ją między koralikami, i wychodzę na początku kolejnego rzędu.

Haftuje się łatwo. Właściwie jest to haft półkrzyżykowy, z tą różnicą, że za każdym razem nawleka się koralik.

Na szczęście w tym hafcie nie potrzeba cierpliwości, z niczym się nie czeka ani nie użera. Robi się koralik po koraliku i od razu widać efekty. Idzie wolniej niż z haftem krzyżykowym, ale bardziej wciąga.

***
Biorę udział w Candy EKO-DECO! :)



Biorę też udział w Candy 1000!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz