Mam zaległości zakładkowe, ale w końcu zebrałam się i zrobiłam zakładki na sierpień i wrzesień do zabawy u Hubki. Do obu zrobiłam tło tuszami alkoholowymi na papierze Lava i wykorzystałam digisy - Cute As a Button i Digi Doodle, które pokolorowałam markerami alkoholowymi. W przypadku większej zakładki poniosło mnie i nie mogłam się powstrzymać, żeby nie przykleić kwiatów. :D Oraz drzewek wyciętych wykrojnikami i potuszowanych.
Pierwsza zakładka nawiązuje do sosnowego cyklu Marii Ulatowskiej. Jego akcja rozgrywa się w pensjonacie Sosnówka. To urocza obyczajówka opowiadająca o ludziach, którzy się tam spotkali przypadkiem, zaprzyjaźnili, pokochali, adoptowali dziecko, o boskiej wronie, z którą zaprzyjaźniła się samotna nastoletnia dziewczynka. Jak to w obyczajówce - bohaterowie mają problemy, czasem bardzo poważne, ale mimo wszystko to jest opisane tak, że jak najbardziej mogę ten cykl polecić dla relaksu.
Druga zakładka nawiązuje do esejów "Dzieci Hagar" o Romach, a właściwie o tym, jak się o nich pisze w literaturze polskiej i rosyjskiej. Książka demontuje (i poniekąd dementuje) mity o Cyganach - a szczególnie mity muzyczny, erotyczny i przestępczy. Wybrałam tę książkę, bo jest dobra, ale czuję po niej ogromny niedosyt. Nie mogę powiedzieć dosłownie, że nie podoba mi się zakończenie, bo to nie powieść, ale zdenerwowało mnie, że nie poruszono w ogóle piśmiennictwa psychologicznego. Pisma naukowe to też przecież literatura, a bardzo by mnie ciekawiło, czy i jak różni się sam wybór badań w Polsce i Rosji.
Dodałam motylki, tak lepiej! :D
Obie zakładki zgłaszam do zakładkowej zabawy u Hubki na sierpień i wrzesień.
Zakładkę z Cyganką zgłaszam dodatkowo na comiesięczne wyzwanie na grupie Cute As a Button.
Wczoraj eksperymentowałam z tuszami alkoholowymi po raz pierwszy. Wypróbowałam papier Yupo (praca z dynią) i Lava (praca z wróżką). Lava to polski papier, jest tańszy, występuje w dużych arkuszach i jest grubszy i mniej przezroczysty. Można go kupić w CraftArt.
Ale niestety obie kartki mi się nie udały, i to chyba właśnie przez papiery. Miały się nadawać do mixed mediów, a tu klops. Nie powiem, co jest nie tak z Yupo (jeszcze przez chwilę), ale trochę opowiem o Lavie. Niebieski tusz nałożyłam na Lavę tak samo jak na Yupo i też bawiłam się miką, tylko niebieską. Ona tworzy tę cudną ramkę, która błyszczy pod światło i ma fajną teksturę. Potem niestety już tak fajnie nie było.
Postanowiłam wyembossować białe gwiazdki (puder Agaterii do detali, ale znowu - mimo użycia poduszeczki antystatycznej nie odwzorował wzoru zbyt dokładnie). Jeszcze gorzej było z papierem. Nagle zaczął się wyginać. Zagiął się prawy górny róg - i tam odpadła mika. Oraz lewa górna strona papieru jakoś dziwnie się wygięła. Właściwie to nie wiem, co się stało - bo wygięty papier można przecież wyprostować np. w ciężkiej książce, a z Lavą to się nie udało!
Wybrzuszenia za nic nie dało się wyprostować! W żaden sposób znany mi. Może ktoś wie, jak to zrobić? Ale żal mi było i papieru, i mediów, więc pokombinowałam. Wycięłam 2 mm tego wybrzuszonego papieru, dzięki czemu wybrzusza się teraz znacznie mniej, i przypięłam go do bazy zszywkami. No to musiałam dodać więcej zszywek i jedno nacięcie z prawej strony. Będę szła w zaparte, że tak miało być! :)
Stempelek - freebie Tiddly Inks - pokolorowałam promarkerami. Musiałam kombinować z brokatem, bo okazało się, że pozostałe 2 odcienie różowego się wypisały. Przykleiłam go magikiem (trzyma się!), ale niezbyt dokładnie. Chciałam, żeby lekko odstawał, zwłaszcza na wybrzuszeniach, bo gdyby stempel się wygiął, dostosowując się do papieru, to byłaby katastrofa. :)
To kartka na wymianę w Kit And Clowder, więc dodałam jeszcze napis. Jakoś go lubię najbardziej, chociaż napisów mi nie brakuje.
Mimo dziwnego zachowania papieru (jak w takim razie embossować na Lavie, skoro to papier do mixed mediów?) kartka mi się nawet podoba. Jest bardzo w moim stylu.
Przy okazji dojrzałam chyba do tego, żeby spróbować kolorowania z Copicami. Do tej pory mi się nie sprawdzały, słabo się blendowały (co dziwne), a do tego końcówka pędzelkowa jest dla mnie koszmarem. Ale podglądam na K&C fajne techniki kolorowania i one najlepiej wychodzą właśnie końcówką pędzelkową, bo zwykła nakłada zbyt dużo tuszu, zbyt grubą linią.