Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mgiełki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mgiełki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2020

Jesienna BFF

 Dziś znowu kolaże. :) Nareszcie mogę je robić, bo mam gdzie drukować zdjęcia! Zrobiłam dwa - dla siebie i mojej BFF. 

Tło zrobiłam mgiełkami Distress i Lindy's Gang, bo tylko te - jak się okazało - działają. Wszystkie inne, i nowe, i stare, choć są pełne, nie działają. Takie firmy powinny oddawać kasę za niedziałające słoiczki! Niestety nie mam już nowych, wszystkie zużyłam na inne niedziałające mgiełki, więc nie miałam gdzie ich przelać. Skazana jestem więc na mgiełki tylko tych firm. Mgiełki pod światło bosko opalizują, co jak zwykle widać tylko na filmikach.

Potem pobawiłam się trochę maskami, robiąc pajęczynę, i zwykłym wydartym papierkiem, robiąc trawę. Stempelki Oddball pokolorowałam markerami alkoholowymi, poza koroną drzewa, którą wytuszowałam na sucho, a potem odbiłam maską mrówki (te mogę jakoś znieść, pająków - za skarby świata nie!). 

Zdjęcie z BFF zrobione jakieś 8 lat temu, nie do wiary! Autorem cytatu jest J. Pasierb.






czwartek, 6 sierpnia 2020

Mechaniczna dziewczyna :)

Na sierpniowe Progressive Freebie Challenge w Outlawz zrobiłam kartkę z tekturkami i stemplem. Tło zrobiłam mgiełkami. Wyembossowałam na nim zegary, na to nakleiłam tekturki - też wyembossowane. Stempel pokolorowany kredkami - nawet nie chcę o tym gadać. :) Dodałam kilka cekinów, trochę clear glaze'u i cytat z Iana Fleminga.





Wyzwania:
Birthday http://outlawzchallenges.ning.com/group/friday-color/forum/topics/festive-friday-s-challenge-aug-7-aug-21

piątek, 6 marca 2020

Urocze gnomy

Polubiłam się z mgiełkami bardzo. Ulubionej różowej została mi 1/3 buteleczki, więc zabrałam się za inne kolory, choć nie mam ich zbyt dużo. Żółta, różowa i fioletowa dały fajne przejścia. Ale największym zaskoczeniem były dla mnie Copiki. Zaskakująco różnią się od innych markerów alkoholowych, nie zachowują się jak one. Zauważyłam kilka podstawowych różnic:

1. Promarkry i finecolory blendują się pięknie. Wystarczy nałożyć kilka odcieni obok siebie, tak żeby lekko na siebie nachodziły, i same z siebie się zblendują w taki sposób, że powstanie ombre. Copiki nie. W ich przypadku widać każdą kreskę, którą się nimi postawi, te kreski się nie zlewają (i widać to).

2. Promarkery i finecolory nie zmieniają koloru, jeśli się na siebie nałoży kilka warstw tego samego odcienia. Po wyschnięciu kolor się wyrównuje i jest jednolity. W Copicach nie. Nałożenie każdej kolejnej warstwy tego samego odcieniu przyciemnia kolor, co sprawia, że można w ten sposób cieniować jednym kolorem, jednym markerem, ale za to pokolorowanie większej powierzchni jednolicie nie jest możliwe.

3. Copiki zachowują się dziwnie, jeśli się nałoży czasem kilka warstw tego samego koloru. Zamiast zintensyfikować kolor, on się rozjaśnia, wygląda jak plama, i to jaśniejsza od otoczenia, mimo że nałoży się na niej więcej warstw (to widać na środku kapelusza - nakładanie warstw nie przyciemniło koloru, tylko zrobiło plamę - why??). Promarkerem i finecolorem takie plamy można zawsze poprawić.

4. Copiki rozmazują tusz, którym się stempluje, nawet jeśli już wysechł. Promarkerami i finecolorami można kolorować stemple bez czekania, aż tusz wyschnie, i NIC się nigdy nie rozmazuje! Od wielu lat używam czarnego Archival Inka i ani promarkery, ani finecolory, ani żadne inne markery alkoholowe czy akwarelowe nigdy go nie rozmazują. Copiki to niestety robią. A nie kupię przecież kolejnych tuszów tylko do Copiców.

Copiki są 2-3-4 razy droższe od innych markerów alkoholowych, więc oczekiwałam, że będą od nich znacznie lepsze. A póki co podoba mi się tylko to, że można cieniować jednym markerem.

Wracając do kartki. Tło zrobiłam mgiełkami. Drzewa nałożyłam przez maskę pastą pękającą. Mam do niej słabość. ;) Ramkę obrysowałam czarną poscą. Stempel pokolorowałam różnymi markerami alkoholowymi. To SheepSki Design, freebie z marcowego Freebie Progressive Challenge w Outlawz. Prawda, że urocze gnomy?





Kartkę zgłaszam do wyzwań:


Zapraszam Was serdecznie do mojego wydarzenia 1% na facebooku. 
W tym roku jest mi jeszcze trudniej niż dotąd, a jestem z tym wszystkim sama. Dlatego bardzo Was proszę, jeśli tylko chcecie, starajcie się rozpowszechniać to wydarzenie. Głupio mi prosić o pieniądze, ale to właśnie od nich zależy moje życie, wyceniona na ok. 30 tys zł miesięcznie.

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Zakładki ze zwierzakami

To chyba najbardziej ekspresowe zakładki. :) Wszystkie zrobiłam jednego dnia, bo do dziś jest wyzwanie, ale nie mam jak zrobić zdjęć, bo jest już za ciemno. :/ Zrobię jutro i dołożę.


Wszystkie 3 zakładki mają szybkie tła zrobione mgiełkami. Stemple pokolorowałam finecolorami. Niestety wypisuje mi się ulubiony błękitny, dołącza do sporej grupy markerów, które się też wypisują albo wypisały, za chwilę nie będę miała czym kolorować!


Zwierzaczki są z Bugaboo. Przez włoski, wąsy i ogony musiałam je wyciąć z białym borderem, a wiecie, jak tego nie lubię. Takie poświęcenie! :)


Napis to parafraza cytatu z książki Pisarskiego "O psie, który jeździł koleją". W oryginale brzmi "Przyjaciół się nie sprzedaje", ale postanowiłam wycisnąć z tych zakładek trochę więcej i zwrócić uwagę na to, że zwierzaki się adoptuje, a nie kupuje w sklepach zoologicznych, które napędzają giełdy, z powodu których umierają tysiące zwierząt, a jeszcze więcej skrajnie cierpi. :(


Książka Pisarskiego to pierwsza książka, jaką pamiętam z dzieciństwa, a jaka zrobiła na mnie wtedy ogromne wrażenie. Miałam wtedy jakieś 4 lata, od niedawna umiałam czytać. Lampa kochałam bardzo i uważałam, że to nie on powinien zginąć, że wskoczenie na tory było najgorszą rzeczą, jaką mógł zrobić. Potem przeżywałam to po raz drugi - w szkole - bo to była lektura obowiązkowa. Do dziś mi się chce płakać, jak to wspominam. I do dziś nie zmieniłam zdania, choć 40 lat minęło.




W książeczce pies zostaje przygarnięty przez zawiadowcę stacji i przywiązuje się do jego rodziny. Ma różne przygody, wypadki, ale zawsze wraca do domu, choćby nie wiem co. Jest w tym niezłomny jak Kora, suka mojej cioci. Korę kradziono kilkakrotnie i zawsze wracała do domu, czasami po wielu miesiącach. Widać było nawet ślady po łańcuchu. Lampo kochał swoją rodzinę tak samo, a jak mu się odwdzięczono? Moja 4-letnia autystyczna wyobraźnia nie ogarniała, jak można być tak głupim, nieodpowiedzialnym i postawić kochającego psa w takiej sytuacji, żeby musiał przez kogoś zginąć. Było to dla mnie tak silne przeżycie, że nadal czuję tak samo.




Wtedy nie wiedziałam, że Lampo istniał naprawdę w latach 50. Tak naprawdę zabił go pociąg, ale to był wypadek i myślę, że małe dziecko łatwiej by się pogodziło z wypadkiem niż nieodpowiedzialnością. Ja na pewno. Godziłam się przecież ze śmiercią koleżanek, bo to był przypadek, choroba, a nie celowe działanie jakiejś nieodpowiedzialnej osoby.


Książeczkę odkupiłam sobie kilka lat temu, kiedy postanowiłam skompletować ulubione książeczki z dzieciństwa. Możliwe, że więcej się ich tu jeszcze pojawi.




***
Zakładki zgłaszam do wyzwań:

1. Anything But a Card
(do 19.01)


2. Zakładki u Hubki