wtorek, 28 marca 2017

TUSAL 2017

W słoiczku przybyło trochę ścinków z filcu i nitek monofilowych, bo zaczęłam zabawę w sutasz. ;)




Prosiaki

Kolorowałam wczoraj przecudny świnki. Część z nich pomalowałam promarkerami, a część alkoholowymi markerami chińskimi Fine Color. Zgadniecie, które są które? Na papierze akwarelowym blendują się i jedne, i drugie. Ale mnie bardziej podobają się FC!


*to te bardziej różowe ;)


niedziela, 26 marca 2017

Galaktyczna slider card

Z galaktyki powstała kartka dla przyjaciółki. To moja pierwsza slider card i pierwsza z galaktyką. ;) Ola kocha podróże i była w prawie każdym kraju. Kiedyś śniło mi się, że przysłała mi pocztówkę z kosmosu, i to odpowiedź na ten sen. ;)





Chyba załapałam kolorowanie promarkerami! W typowo aspergerskim stylu, czyli bez dochodzenia do wprawy. Po prostu naoglądałam się filmików, a potem od razu zaczęłam to robić dobrze. I tak jest najlepiej, tak właśnie to ma działać. Żadnych maziajów nie ma, płynne przejścia między kolorami. I tym sposobem promarkery awansują do ulubionych markerów do stempli. :)

Niestety nie mam zdjęć z dnia, kartkę skończyłam koło północy.


sobota, 25 marca 2017

Galaktyka

Spróbowałam zrobić galaktykę, bo zainspirowało mnie wideo Maremi. Jakoś mi nie wychodzi. Za każdym razem robię tak samo, a wychodzi inaczej. Ale to pół biedy - podcieka mi pod taśmę i to już problem. Jakiej taśmy mam używać żeby się odklejała bezstratnie od kartki, ale nie podciekała? Podpowiedzcie coś, proszę!




Ta szarawa była robiona akwarelami Jewel Box. One się jednak do tego nie nadają, nie mają w ogóle ciemnych kolorów. Pozostałe - ecolinami.


piątek, 24 marca 2017

Kartka na obronę

Brat przyjaciółki będzie się niebawem bronić. Potrzebna kartka z tej okazji. Kartka ma być duża, bo musi się w niej zmieścić 12 podpisów członków rodziny. Poza tym obrona odbędzie się w Finlandii, a oni tam nie mają biretów z frędzelkiem, tylko... meloniki. ;) I szabelkę. Serio! Przyjaciółka obmyśliła, że pasuje tata Muminek - bo melonik. A kartka ma być prosta, jak najprostsza.

Więc powstała taka oto karteczka. Naprawdę minimum zasobów. Tata Muminek z szabelką i melonikiem na wobblerze. I tym sposobem pierwszy raz w życiu użyłam wobblera. ;)

Niestety nie miałam fioletowego sznurka - karygodne!







czwartek, 23 marca 2017

Komplecik dla przyjaciółki

Uczę się dalej. Zielony to ulubiony kolor mojej przyjaciółki. Jeśli jej się nie spodoba, to może sobie do smasha wkleić na pamiątkę. :D



środa, 22 marca 2017

Kolczyki

Wczoraj zrobiłam jeszcze jeden wisiorek, tym razem zielony, bo dla przyjaciółki, która lubi ten kolor. Jak to kolor bardzo zmienia wygląd! Niby ten sam wisiorek, a wygląda zupełnie inaczej! Tu też mam ten sam problem nierównych koralików. Ciekawa jestem, czy osoby z propriocepcją widzą te nierówności od razu, czy tak jak ja, dopiero potem, jak już jest za późno? I co wtedy, zostawiają to, jak jest, czy prują i dobierają równiejsze?


Ja w sumie lubię niesymetryczność i mnie te nierówności nie przeszkadzają aż tak bardzo, ale wiem, że innym aspim może to przeszkadzać bardzo.

Dziś z kolei wymęczyłam kolczyki. ;)




Symetria sprawia mi ogromną trudność. Nie umiem zrobić tak, żeby było w lustrzanym odbiciu, więc nie wiem, czy w ogóle będę dalej robiła jakieś kolczyki, a jeśli tak, to pewnie nie na sprzedaż. Ale generalnie podoba mi się, że np. pastylki są inaczej barwione i różnią się od siebie. I że piramidki koralików są nierówne, bo i koraliki są nierówne. To zaburza symetrię i nie pozwala mi się zafiksować - i to fajnie.

Kolczyki szyłam nicią monofilową. To jest KOSZMAR. Szyłam je pod lupą zegarmistrzowską, a mimo to nie było widać tych nici! I dopiero na zdjęciu widać np. żyłkę zahaczoną o wierzch kolczyka. Te nici same się tak plączą i zahaczają, potem jest problem, żeby je odhaczyć, bo przecież to nie są w ogóle nici. To tak jakby szyć sprężyną! I ta sprężyna ma ok. 30 cm długości po skręceniu. Nie dość, że się supli, to jeszcze supełek, który robię na początku, przechodzi przez sznurek! Nie ma jak zacząć szycia, żeby się nie pruło, i nie ma do tego tutoriali. Kombinuję jak koń pod górkę, jak w hafcie. Z tyłu z kolei zdecydowanie wolę podklejać sznurki, niż je wszywać. Na razie mam tylko klej silikonowy, więc nie wiem, jak się sprawdzi, czy to się w ogóle będzie trzymać.

Drugi wisiorek zrobiłam w 2h, nie w 5h, jak pierwszy. Przy kolczykach podobnie - po pierwszym myślałam, że nie będę w stanie tego robić, ale drugi dziś zrobiłam stosunkowo szybko i było mi łatwiej niż wczoraj. Więc kto wie, może kiedyś dojdę do skomplikowanych wzorów?


wtorek, 21 marca 2017

Pierwszy sutasz ever

W ZA to jest tak, że nie ma czegoś takiego jak uczenie się i zdobywanie wprawy. Jak się naoglądam wystarczającej liczby tutoriali i wiem, jak się co robi, to oczekuję, że od pierwszego razu będę to robić dobrze. I tak było z sutaszem. Nie zaczęłam od najprostszego wzoru, od którego zaczynają wszyscy. No bo po co? Skoro już widziałam tutorial, to nie muszę, nieprawdaż.

I u typowego aspiego rzeczywiście tak by było. Ale jestem aspim z EDS6a.

Sutasz to coś, co potrzebuje nieprawdopodobnej sprawności rąk. Nigdy w życiu nie robiłam niczego tak nieprawdopodobnie wymagającego sprawnych rąk.

Jak już lekko zszedł szok z tego powodu, uświadomiłam sobie, że nie należy słuchać "dobrych rad" środowiska koralikowo-sutaszowego, bo te rady nie są dobre. W komplecie dostałam beznadziejną igłę i jeszcze gorsze nici. Igła natychmiast mi się złamała, a nici ani przez pół sekundy nie były proste, tylko od początku skręcone w sprężynę, totalnie nie do użytku.



Przy najbliższej sposobności igłę zamieniłam na długą, a nici na te do haftu koralikowego. I dopiero wtedy zaczęło się robić w miarę normalnie i mogłam zacząć obmyślać, jak obejść wiotkość i dyslokacje. 

Otóż sutasz to takie coś, co nie pozwala wyciągać igły ręką. Jak chcecie igłę przewlec na drugą stronę sznurków, to wbijacie ją, a potem - uwaga! - po drugiej stronie wyciągacie ją obcęgami. Takimi normalnymi, jak do robót budowlanych. O tym mnie nikt nie uprzedził, więc piszę dla innych początkujących, bo to kolejna dziedzina craftowa, w której instruktaże są wyjątkowo ukryte i niedostępne. Nie wiem - z zazdrości, że ktoś może przerosnąć mistrza?

Tak więc na początek zaopatrujemy się w:
1. obcęgi metalowe do wyciągania igły
2. długą (absolutnie nie krótką!) igłę do haftu koralikowego
3. nici do haftu koralikowego (nie to coś, co da Wam sklep)
4. wybrany zestaw do sutaszu

Ja miałam zestaw z Inspirello. To naprawdę kapitalna sprawa, bo zestaw idzie w parze z tutorialem. Minus - większości zestawów nie ma w sprzedaży, a poza Inspirello nie znalazłam ich już nigdzie więcej.

Warto najpierw obejrzeć taki tutorial kilka razy i zapamiętać, co jak się robi. Jest wtedy łatwiej, mimo że i tak się szyje, oglądając film i pauzując go. 

Mnie filmik z Inspirello nie wystarczał. Ma złą perspektywę - nie taką, w jakiej ja widzę ręce, robiąc wisiorek. Dla osoby ze spektrum ZA perspektywa to podstawa - musi być taka sama. Obejrzałam więc kilka innych filmów w dobrej perspektywie i dzięki temu wiedziałam, o czym jest mowa w filmie Inspirello. To mi ułatwiało robienie wszystkiego krok po kroku. Wielu rzeczy tutorial nie wyjaśnia. Nie wyjaśnia np., jak podszywać sznurki na lewej stronie, jak wszywać te małe turkusowe koraliki (sama musiałam wpaść na to, że one są obok siebie w poziomie, a nie w pionie!), jak doszyć oczko do przewlekania łańcuszka. Musiałam to odkryć sama, szyjąc i prując. ;)

Jeśli chodzi o sznurki, to trzeba je na lewej stronie zszyć tak jak te na samym początku, ściegiem fastrygowym. Tej fastrygi potem na sznurku nie widać - na początku mnie to nurtowało. Sznurki niby układa się tak, żeby splot szedł w jedną stronę, ale ja nie widziałam w splocie totalnie żadnej różnicy, wszystko jedno, jak leci, jest tak samo - a w dodatku tak się mieni, że nie da się tego splotu zobaczyć. Więc układałam sznurki w ciemno - naprawdę nie da się tego zrobić świadomie. Serio, kierunku splotu nie widać, bo światło się odbija od sznurka i świeci w oczy.

Sznurki na lewej stronie warto zszyć ze sobą, bo po odcięciu nadmiaru siepią się. 

Nie miałam kleju do butów, więc podkleiłam filc klejem silikonowym. Też się sprawdza. Na filcu odrysowałam kształt wisiorka, wycięłam, ścięłam lekko brzegi, żeby nie wystawały, i podkleiłam pod wisiorek. Musiałam np. pochować różne pętelki, jakie się robiły z posuplonej nitki, zanim ją zamieniłam na koralikową. 

Strasznie deprymuje to, że te turkusowe koraliki są nierównej wielkości i to widać. Wygląda, jakbym je krzywo przyszyła. 

Ja jeszcze pokryłam wisiorek impregnatem do ubrań. Mam w kuchni pod stołem karton do mediów i w nim chlapię, pryskam itd. Więc tam spryskałam wisiorek po obu stronach. Uważajcie, kiedy będziecie to robić, zapach impregnatu jest świetny, ale niebezpieczny!

Generalnie powiem Wam, że już rozumiem, dlaczego sutasz tyle kosztuje. Odechciało mi się go kupować dawno temu, kiedy się dowiedziałam, jak jest robiony, ile to miętolenia w rękach. A potem przecież się tego już nie pierze. Jako aspie nie wyobrażam sobie dotykania czegoś przesiąkniętego cudzym potem, więc musiałam się sama nauczyć to robić, skoro chciałam mieć, prawda? I jak widać, nawet w EDS6a oglądanie tutoriali wystarczy, żeby nauczyć się coś robić. Wychodzi za pierwszym razem. Jeszcze nie idealnie, ale wystarczy, żebym sama ten wisiorek założyła i nosiła. I to mnie cieszy, to podbudowuje, mimo horrendalnego wysiłku i bólu włożonego w robociznę. No bo naprawdę - materiały do tego wisiorka kosztowały ok. 24 zł (+ wysyłka), ale robocizny nie da się wycenić w przypadku osoby z EDS6a. Wyczytałam, że rękodzielnicy biorą stawkę godzinową po prostu. Najniższa krajowa stawka godzinowa to 12 zł. Wisiorek robiłam 5h. Czyli 24 (materiały) + 12x5 (robocizna) = 84 zł. IMHO lekka przesada, nawet gdybym już miała wprawę i zrobiła ten wisiorek idealnie. No ale. +100 do ego. :D




Czyli wciągnęłam się i jest to kolejna rzecz, którą będę robić. Tylko problem: gdzie teraz kupię kolejne zestawy do biżuterii? 

***
Candy u Hanulka! Z okazji wiosny i 700. posta ;)





poniedziałek, 20 marca 2017

Koty

Koty miały iść na prezent, ale nie podoba mi się efekt końcowy. Sowa miała mniejszy format, a wyszła świetnie. Koty mają 25x25 cm, a wyglądają fatalnie. Nic nie widać. Pewnie wylądują w koszu albo na nich poeksperymentuję, a na prezent zamówię coś innego.



Wyklejałam ten obrazek ok. 2 tygodni, chociaż powinnam była w 2-3 wieczory (sowę wyklejałam właśnie tyle, a to 20x30). Nie wiem, dlaczego było mi tym razem tak trudno. W dodatku zabrakło jednego szarego, więc doklejałam innym kolorem.


niedziela, 12 marca 2017

Jeszcze 2 wielkanocne :)

Zrobiłam jeszcze 2 wielkanocne kartki. Shaker cards mają coś w sobie. Poza tym błyszczące koraliki czy cekiny mnie przyciągają.

Obie kartki są dostępne na Allegro.



Tym razem robiłam zdjęcia w specjalnym białym pudełku przeznaczonym do tego celu. I co? I gucio! Jest tak samo beznadziejnie i nieostro, a do tego muszę wycinać kartki prawie przy krawędziach, bo widać krawędzie pudełka. Proszę o instrukcję, jak zrobić porządne zdjęcia telefonem w domu zimą. Jasię poddaję, nie wiem, co jeszcze mam zrobić. :(