poniedziałek, 20 stycznia 2020

Wpis z Pierrotem

Dziś wpis do art journala z Pierrotem. Dużo zabawy miałam, robiąc tło. :) Nie musiałam go docinać, bo użyłam kartki z bloczka papieru akwarelowego, już dociętego. Na takim papierze mgiełki zachowują się zupełnie inaczej niż na brystolu! Nie zostawiają prawie kropeczek, a kolory się ładnie łączą. Użyłam mgiełek Lindy's Gang. Robiłam to w sztucznym świetle i nie zauważyłam, że obie były brokatowe, więc przypadkowo tło wyszło w całości błyszczące - cudne!


Na czysty papier nałożyłam najpierw białą pastę pękającą i muszę Wam o tym napisać. To ta paste DecoArt, o której pisałam już wcześniej wielokrotnie, że nie pęka, za to wywala na wierzch brzydkie białe męty. Tak się zachowywał do tej pory. Na tym papierze natomiast pięknie popękała! Możecie to zobaczyć na wzorkach z maski.


Na wzorki nałożyłam mgiełki - pasta pozostała biała, zabarwiły się jedynie lekko spękania. Nie wystarczyło mi to, więc wytuszowałam na sucho te wzorki oraz brzegi pracy. Próbowałam też odbić wzory ze stempla, ale fioletowego tuszu praktycznie na tym tle nie widać, więc dodałam jeszcze trochę czarnych wzorków. Delikatnie naddarłam krawędzie - ale naprawdę delikatnie, bo nie podobało mi się, że na wierzch wychodzi biały środek.


Potem przybiłam zszywkami nitkę. Na koniec próbowałam zrobić białe chlapania, ale się nie dało! Ecolina wsiąkała natychmiast, nie pozostawiając śladu. Pomyślałam, że białe gesso zachowa się jak pasta pękająca i pozostanie białe, ale też nie! Widać chlapania gessem, ale widać też, że nie są białe!


Pierrot to freebie z Cute As A Button. W tym miesiącu dołączyłam do grupy, więc się cudem załapałam. Przepiękny stempelek! Pokolorowałam go promarkerami i finecolorami.


Dopiero dziś na serduszko dodałam crackle accents, więc na zdjęciach tego nie ma. Nakręciłam filmik, filmik ma świetną jakość, ale za każdym, kiedy go ściągam z fb, dostaję jakąś beznadziejną kopię, a nie film w HD, a taką ma jakość film na fb. :/ Robię to tak samo jak dotąd, widocznie teraz trzeba jakoś inaczej, ale szajs nie podał nowych instrukcji.


Cytat pochodzi z mojej ulubionej piosenki Comy:


Google bardzo ładnie przetłumaczył cytat. :)

I'm falling
Between sentences 
In absurdity 
Without hesitation

Dodam jeszcze, że użyłam mojej ostatnio ulubionej czcionki TAKE OVER. Przypomina mi napisy z dyma, a ma pełny alfabet w przeciwieństwie do fontów imitujących dymo. W ogóle polecam Wam ten portal z fontami. :)


PS. Chciałabym się nauczyć robić ATC. Zapisałam się na roczne wyzwanie ATC, a jeszcze nigdy ich nie robiłam i nie wiem, jak ugryźć. Mam tylko wiedzę teoretyczną, a uczę się jedynie poprzez oglądanie prac; ale Pinterest mnie zawiódł w praktyce! Jakoś niewiele znajduję na nim ATC w takim stylu, w jakim sama chciałabym je robić, a chciałam iść dalej w mixed media, ale raczej płaskie niż 3D. Coś jak moje inne prace mediowe. Możecie mi coś fajnego polecić? 

Zrobiłam sobie w końcu sama szablon 9 ATC w Wordzie do wydrukowania na kartce A4. Wystarczy wyciąć i ma się gotowy szablon ATC, bez bawienia się w mierzenie i kombinowanie za każdym razem. Namordowałam się jak dziki osioł, bo Worda mam uszkodzonego, ale nigdzie nie znalazłam takiego szablonu, więc nie miałam wyjścia. Jeśli ktoś ma ochotę dostać taki szablon, niech mi podrzuci maila. :)


PPS. Pisząc, słuchałam... Lemona. :)



***
Wpis zgłaszam na wyzwanie 32.
(do 29.01)

Zakładki ze zwierzakami

To chyba najbardziej ekspresowe zakładki. :) Wszystkie zrobiłam jednego dnia, bo do dziś jest wyzwanie, ale nie mam jak zrobić zdjęć, bo jest już za ciemno. :/ Zrobię jutro i dołożę.


Wszystkie 3 zakładki mają szybkie tła zrobione mgiełkami. Stemple pokolorowałam finecolorami. Niestety wypisuje mi się ulubiony błękitny, dołącza do sporej grupy markerów, które się też wypisują albo wypisały, za chwilę nie będę miała czym kolorować!


Zwierzaczki są z Bugaboo. Przez włoski, wąsy i ogony musiałam je wyciąć z białym borderem, a wiecie, jak tego nie lubię. Takie poświęcenie! :)


Napis to parafraza cytatu z książki Pisarskiego "O psie, który jeździł koleją". W oryginale brzmi "Przyjaciół się nie sprzedaje", ale postanowiłam wycisnąć z tych zakładek trochę więcej i zwrócić uwagę na to, że zwierzaki się adoptuje, a nie kupuje w sklepach zoologicznych, które napędzają giełdy, z powodu których umierają tysiące zwierząt, a jeszcze więcej skrajnie cierpi. :(


Książka Pisarskiego to pierwsza książka, jaką pamiętam z dzieciństwa, a jaka zrobiła na mnie wtedy ogromne wrażenie. Miałam wtedy jakieś 4 lata, od niedawna umiałam czytać. Lampa kochałam bardzo i uważałam, że to nie on powinien zginąć, że wskoczenie na tory było najgorszą rzeczą, jaką mógł zrobić. Potem przeżywałam to po raz drugi - w szkole - bo to była lektura obowiązkowa. Do dziś mi się chce płakać, jak to wspominam. I do dziś nie zmieniłam zdania, choć 40 lat minęło.




W książeczce pies zostaje przygarnięty przez zawiadowcę stacji i przywiązuje się do jego rodziny. Ma różne przygody, wypadki, ale zawsze wraca do domu, choćby nie wiem co. Jest w tym niezłomny jak Kora, suka mojej cioci. Korę kradziono kilkakrotnie i zawsze wracała do domu, czasami po wielu miesiącach. Widać było nawet ślady po łańcuchu. Lampo kochał swoją rodzinę tak samo, a jak mu się odwdzięczono? Moja 4-letnia autystyczna wyobraźnia nie ogarniała, jak można być tak głupim, nieodpowiedzialnym i postawić kochającego psa w takiej sytuacji, żeby musiał przez kogoś zginąć. Było to dla mnie tak silne przeżycie, że nadal czuję tak samo.




Wtedy nie wiedziałam, że Lampo istniał naprawdę w latach 50. Tak naprawdę zabił go pociąg, ale to był wypadek i myślę, że małe dziecko łatwiej by się pogodziło z wypadkiem niż nieodpowiedzialnością. Ja na pewno. Godziłam się przecież ze śmiercią koleżanek, bo to był przypadek, choroba, a nie celowe działanie jakiejś nieodpowiedzialnej osoby.


Książeczkę odkupiłam sobie kilka lat temu, kiedy postanowiłam skompletować ulubione książeczki z dzieciństwa. Możliwe, że więcej się ich tu jeszcze pojawi.




***
Zakładki zgłaszam do wyzwań:

1. Anything But a Card
(do 19.01)


2. Zakładki u Hubki


sobota, 18 stycznia 2020

Wyzwanie z potworkami

Dziś znowu łączę 2 wyzwania - potworki z Twistoona oraz pozdrowienia + embossing w Outlawz. Chyba się wkręciłam w cięcie papierów w końcu, bo tu znowu tło z papierów 13Arts. Planowałam na nim umieścić misia, ale przypomniało mi się, że miś ma mieć czerwone tło.


Potworki są dość małe, więc postanowiłam dodać coś do tła. Przypasowała mi pajęczyna, więc ją wyembossowałam. Jak się domyślacie, nie odbiła się za dobrze, w 2 miejscach nie odbiła się wcale, więc trzeba było to czymś zasłonić. Stąd owady. Z owadami wygląda to jeszcze lepiej! 



Owady też wyembossowałam. Wszystkie stemple na tej kartce kolorowałam distressami na mokro. Owady też. Zmieszałam tusz czerwony i żółty. Chciałam, żeby wyszedł mi taki morelowy kolor jak na kwiatku w lewym dolnym rogu. W trakcie malowania wcale to tak nie wyglądało. Miałam na owadach szaro-burą breję. A po wyschnięciu okazało się, że kolor jest idealny! Owady podkleiłam na resztki po tekturkach. 


Cytat pochodzi ze "Zbioru opowiadań fantastycznych i esejów" Wołodymyra Jeszkilewa. Pasował mi tu idealnie, ale znowu - przypomniałam sobie, że mają być jakieś pozdrowienia, więc dokleiłam "Hi". :)


Potworki przypadkowo wydrukowałam na papierze fotograficznym, który się lepi. Ale szkoda mi było wyrzucać, więc spróbowałam się z tym pobawić. Okazuje się, że ten papier bardzo fajnie trzyma distressy na mokro! Można mieszać kolory, nakładać warstwy, nic nie przemaka, nie wsiąka za szybko. A po wyschnięciu już się nie lepi.


Żeby wkleić potworki, musiałam zrobić otwory w liściu na ich stopy. Potem postanowiłam wyciąć go całego - bardzo fajnie to wygląda. Żałuję, że nie wycięłam 2 pozostałych liści w ten sposób, ale przyszło mi to do głowy już po przyklejeniu panelu na kartkę. Czemu najlepsze pomysły przychodzą za późno?


Miałam taki moment, kiedy tło już było gotowe, że prawie się rozmyśliłam. Stwierdziłam, że jest takie romantyczne, zamglone, klimatyczne, że wykorzystam je do czegoś innego, do jakiejś pięknej romantycznej kartki. Doszłam do wniosku, że jednak nie, że właśnie fajnie, kiedy łączy się ze sobą zaskakujące elementy, takie, których się nikt nie spodziewa - tu: romantyczne tło z potworkami z jajem. :)



***



(do 19.01)

czwartek, 16 stycznia 2020

Przerwana lekcja muzyki

Dziś znowu łączę 2 wyzwania, ale głównie zainspirowało mnie zakładkowe wyzwanie u Hubki. Nie wiem, czemu tak jest, że na zakładki związane z najbardziej ukochanymi książkami nie mam pomysłu. Może dlatego, że to głównie historia literatury, literaturoznawstwo, książki zbójeckie. Trudno przedstawić abstrakcję. :)


Ale ulubionych książek mam wiele, zawsze coś się uda. Tym razem wpadł mi do głowy pomysł związany z "Przerwaną lekcją muzyki" Susanny Kayesn. 


To książka z mojego nastoletniego życia. Zrobiła na mnie wtedy duże wrażenie, choć nie umiałam się utożsamić z bohaterką. To fabularyzowana autobiograficzna opowieść o autorce. Susanna, będąc nastolatką, próbowała popełnić samobójstwo. Miała problemy psychiczne związane z dojrzewaniem, rodzice oddali ją więc do szpitala psychiatrycznego. 


To były jakoś lata 60., więc psychiatryk był stygmatem, chorych uważano za wariatów. U Susanny zdiagnozowano borderline. Myślę, że to właśnie dlatego nie umiałam się z nią utożsamić - w borderline za dużo jest przemocy psychicznej wobec otoczenia, a ja jej miałam w domu aż nadto. Ale ówczesne realia psychiatryka, tak odległe od dzisiejszych, zrobiły na mnie kolosalne wrażenie.


Potem czytałam znacznie lepsze, dojrzalsze książki na te tematy, np. Arnhild Lauveng, ale ta była jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą. 


Wszystkie 3 cytaty, których użyłam, pochodzą z tej książki. Stempelek to Limited Runs - wygrałam go w listopadzie w innym wyzwaniu (wybrałam go, bo mnie zauroczył :)).


Papiery nazywają się Out of the Blue, ale nazwa producenta jest nieczytelna. Wydaje mi się, że to 13Arts. Wspominam o papierach, bo to chyba jakiś cud, że ich użyłam we wszystkich 4 ostatnich pracach. :) Normalnie na tła nie pasują mi żadne papiery i sama muszę kombinować. A poza tym żal mi je ciąć. :)


Stempelek pokolorowałam markerami alkoholowymi, a wykrojniki - distressami na mokro i sucho. Oczka pokryłam crackle accents, kapciuszki, kokardę, środki kwiatów i serduszka - Nuvo Glitter Drops, bo przecież nie mogło zabraknąć brokatu, prawda? :)



Już to chyba pisałam, a jeśli nie, to napiszę teraz: uwielbiam takie prace robić. Te zakładki mają po 4-5 warstw, a mimo to są płaskie i można je wsadzić do zwykłej koperty! Jak kolaże. Uwielbiam to. To już chyba część mojego stylu, o ile coś takiego mam.






Książkę mam tylko w ebooku, choć czytałam ją w wersji papierowej, tej żółtej, która potem stała się białym krukiem, więc zdjęcie z kindelkiem. :)
Edit: Nic z tego, padł mi kindelek, a drugi się ładuje, więc zdjęcie będzie z ekranem. :) 


A jeśli chodzi o szczurki, to po prostu nie mogłam się powstrzymać. :D



***
Prace zgłaszam do wyzwań:






(do 21.01)

środa, 15 stycznia 2020

Świąteczna z misiem

EDS nauczyło mnie wykorzystywać do maksimum każdą minutę. Jednego dnia nie wstaję, drugiego rano jest całkiem nieźle. Trzeciego dnia znowu nie wstaję. Ten drugi dzień był wczoraj, więc do 7 rano robiłam zakładki i kartki, jednocześnie walcząc z kompem, bo się zepsuł. Dziś kartka świąteczna z wczorajszej serii.


Mój kolor to absolutnie niebieski i nigdy nie sięgnęłabym po czerwony, ale taki był wymóg w wyzwaniu BN 2020. Czerwony nie pasuje do niczego, a już szczególnie do misia i zimowych klimatów, ale wytyczne zmuszają do takich dziwnych ruchów i wychodzi potem coś zaskakującego. :)


Wszystkie papiery brokatowe są z ali. Tło to Decorer Scrapbook Paper (kompletnie nie wiem, skąd je mam!). Misiek z Limited Runs.






***
Kartkę zrobiłam na 2 wyzwania:

(do 31.01)


(do 14.02)